niedziela, 28 września 2025

Nowa Zelandia nie uznała Palestyny

Uważam, że od około 2016 roku z Nową Zelandią dzieje się coś niedobrego. Obecnie kraj ten pogrążony jest w wielu problemach natury ekonomiczno-politycznej i choć był w przeszłości celem, pożądanym celem, migracji, to obecnie staje się Nowa Zelandia państwem z którego coraz więcej mieszkańców po prostu ucieka. 


Źródło zdjęcia: NZ Herald.


Na ostatniej sesji ogólnej ONZ nowozelandzki minister spraw zagranicznych Winston Peters postanowił zakomunikować światu, że Nowa Zelandia nie uzna Palestyny. Czy był to dobry ruch, dla państwa, które dotąd słynęło z obrony wolności i praw człowieka? Dla państwa, które przez wzgląd na swoja humanitarną postawę, określane było na arenie międzynardowej jako "mały mocarz"?

Jak wynika z doniesień medialnych, cieszą się w Izraelu z takiego stanowiska Winstona Petersa i Nowej Zelandii. Niestety, radować się powszechnie nie można, bo kurs jaki obiera Nowa Zelandia jest dramatyczny. To w zasadzie porzucenie stanowiska, które na arenie międzynarodowej Nowa Zelandia promowała od dziesiątek lat. Peters w swoim przemówieniu ani razu nie odwołał się do katastrofy humanitarnej w Gazie, ani w ogóle do sytuacji Gazy. Właściwie można by domniemać, że Petersowi przemówienie pisano chyba w Tel Aviwie, gdyż argumenty byly jako żywo wyjęte z przemów oficjeli żydowskich. 

Zawsze ceniłem Winstona Petersa, to obecnie najbardziej doświadczony polityk w nowozelandzkich elitach politycznych, a zaraz najbardziej chyba kontrowersyjny. Dość wspomnieć, że ma obecnie 80 lat! Przy tym cieszy się zdrowiem i werwą, której brakuje wielu młodszym politykom. Nadal stoi na czele Partii Najpierw Nowa Zelandia (New Zealand First). Jednak kurs w polityce międzynarodowej, jaki wskazuje dla Nowej Zelandii jest czymś jednak niekoherentnym z historią, kulturą i tradycjami Nowej Zelandii. Wydaje się, że Wellington zdecydowało się na taki  ruch, głównie pod naciskiem Waszyngtonu, do którego bardzo zbliżyła się prawicowa ekipa Christophera Luxona i Winstona Petersa. Wspomnieć bowiem trzeba, że rezygnacja Nowej Zelandii z względnej niezależności na arenie międzynarodowej, wiąże się zarówno z problemami wewnętrznymi, jak i narastającą rywalizacją amerykańsko-chińską na Pacyfiku. Nowozelandczycy, zdecydowali już chyba o tym, że będą na dobre i złe stać po stronie Ameryki. Tylko czy cenę za to musiało być milczenie w sprawie palestyńskich ofiar w Gazie?

Na usprawiedliwienie niejako swojej postawy Winston Peters przywołał konferencję z Montevideo z 1933 r., zgodnie z którą państwa muszą posiadać nie tylko terytorium, ludność i władzę, ale też zdolność do wchodzenia w interakcje z innymi państwami. Peters uznaje, że to co mielibyśmy nazywać państwem palestyńskim nie spełnia tych podstawoych kryteriów. 

środa, 19 marca 2025

Urzędnikom nie po drodze z transparentnością

Jak wynika z najnowszego raportu nowozelandzkiego ombudsmana, siedem rządowych agencji, które przebadał pod kątem udostępniania informacji publicznych wykazywało nieprawidłowości w udostępnieniu informacji. Głównie dotyczy to kwestii związanych z przeciąganiem spraw, nie udzielaniem informacji (bezczynnością), ale i niską kulturą i brakiem wiedzy. Jest to o tyle smutne, że Nowa Zelandia jest zawsze bardzo wysoko w rankingach państw o najlepiej funkcjonującej demokracji. Jak więc sprawy się mają w pozostałych państwach świata? 

Więcej o sprawie raportu ombudsmana nt. informacji publicznej w NZ: tutaj.  

czwartek, 23 stycznia 2025

Gorąco w kraju kiwi

Ostatnie miesiące to okres wzmożonej aktywności politycznej w Nowej Zelandii. Nowy rząd koalicyjny wprowadza zmiany, które wywołują opór społeczny, szczególnie w mniejszości maoryskiej. Proponowane rozwiązania dotyczą statusu Traktatu z Waitangi, fundamentalnego dokumentu, który gwarantował Maorysom specjalny status w relacjach z Koroną. Obecnie polityk liberatariański David Seymour porponuje nową ustawę, zgodnie z którą Maorysi nie będą mieli żadnego specjalnego statusu i która doprowadzi do reinterpretacji Traktatu z Waitangi. Po stronie mniejszości wywołuje to wściekłość, bo podważa także ich dążenia do odzyskania ziemi, którą Maorysom odebrano w trakcie kolonizacji wyspy. Sytuacja jest bardzo napięta i doprowadziła już w ostatnich tygodniach do wielkiego protestu 40 tys. Maorysów, którzy przeszli pieszo z północnej części Wyspy Północnej do Wellington, aby wyrazić swój sprzeciw i niezadowolenie z polityki rządu Christophera Luxona. 


Więcej o sprawie: https://www.aljazeera.com/news/2024/11/19/tens-of-thousands-protest-new-zealand-maori-rights-bill



czwartek, 19 stycznia 2023

Dlaczego Ardern zrezygnowała?

W mediach gruchnęło o rezygnacji Jacindy Ardern - niezwykle popularnej premier Nowej Zelandii. 

Popularnej, ale szczególnie poza Nową Zelandią. Stojąca na czele już drugiego z rzędu rządu, kierowanego przez laburzystów (Partia Pracy), Jacinda Ardern pomimo niezłych wyników wyborczych w przeszłości zaczęła tracić grunt pod nogami w związku z polityką antycovidową oraz problemami - na rynku mieszkaniowym. Nadto na coraz niższe poparcie w sondażach dla rządzcej partii i premier NZ Jacindy Adern silny wpływ miała rosnąca inflacja (na poziomie około 8%, więc wciąż niewielka w porównaniu do państw europejskich). 

Według części obywateli, zmęczonych resktrykcjami antycovidowymi - system zakazów, szczególnie swobodnego przemieszczania się, w tym podróży - a zaznaczmy, że jedną z głównych usług eksportowych Nowej Zelandii jest szkolnictwo wyższe. Tysiące studentów z Chin, Indii oraz innych państw zasila nowozelandzki budżet i przyczniało się do gospodarczej prosperity. Ten trend wyhamował w czasie pandemii. 

Warto więc patrzeć na tę kwestię szerzej - zużyty wizerunek, wiązany przez Nowozelandczyków z problemami, a nie rozwiązaniami problemów - który niosła ze sobą już Jacinda Ardern, to rzeczywista przyczyna rezygnacji nowozelandzkiej premier ze stanowiska, gdyby pozostała na nim jeszcze kilka tygodni dłużej, mogła zatopić okręt wyborczy Partii Pracy. W tym roku, prawdopodobnie w październiku odbędą się wybory do Izby Reprezentantów 54 kadencji. Prawdopodobnie, wg sondaży wygrana leżała w zasięgu Partii Narodowej, a nie Partii Pracy. Jeśli założmy, że kierownictwo Partii Pracy miało wpływ na "zdjęcie" Ardern z fotela i stoją za tym decyzje podjęte już wcześniej na partyjnym caucus, to zakładać nalezy, że nowy premier jest już znany i ma on bardzo wysokie notowania. Prawdopobnym kandydatem może być Chris Hipkins z Partii Pracy, gdyż cieszy się najlepszą oceną opinii publicznej i był członkiem rządu Ardern. Innym kandydatem jest Andrew Little - który przed Ardern był twarzą kampanii wyborczych Partii Pracy, być może teraz dostanie swój czas, aby poprawić wizerunek Partii Pracy przede wyborami. Oczywiście jest też prawdopodobnym, że na stanowisko premiera zostanie powołany jakiś sympatyczny człowiek z "tylnych ławek". W zasadzie z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w polityce Nowej Zelandii w 2016 r., kiedy wciąż dość popularny premier Nowej Zelandii z Partii Pracy, John Key, również niespodziewanie zrezygnował (zastąpił go mało wyrazisty i technokratyczny Bill English, co w efekcie przyczyniło się do utraty władzy przez Partię Narodową). Jednak i za tamtą rezygnacją stała ... polityka i rodzina. John Key był zamieszany w dość niejednoznaczne zachowania wobec kelnerki, którą ciągnął za włosy w restauracji, a ponadto jego kancelaria wpływała na przekaz medialny - bezpośrednio instruując i komunikując się z dziennikarką, która przyglądała się sprawie zachowania premiera wobec wspomnianej kelnerki. Problem leżał w tym, że jednocześnie dziennikarka ta przekazywała informacje pozyskane od kelnerki ... do kancelarii premiera. Ten skandal po prostu wyciszono - za pomocą rezygnacji. W przypadku Ardern, skandalem były jej decyzje polityczne z ostatnich miesięcy, które wywoływały ostre protesty społeczne. Mit Ardern jako cudownej dziewczyny lewicowej polityki nie runął na oczach świata, bo nowozelandzka premier zdążyła na czas uciec ze sceny. 

czwartek, 26 listopada 2020

Dylematy pragmatyzmu politycznego

Coraz częściej można przeczytać w mediach nowozelandzkich, że kurs polityki Jacindy Ardern wobec Chińskiej Republiki Ludowej jest niejasny. Z jednej bowiem strony, doszło w ciągu ostatniego roku do wielu krytycznych wypowiedzi, między innymi byłego wicepremiera Winstrona Petersa nt. Chin, łamania praw człowieka, odpowiedzialności za pandemię, infiltrowania życia politycznego innych państw przez Chiny itd. Z drugiej strony Nowa Zelandia z Chinami wchodzi w coraz silniejsze relacje ekonomiczne, a głosu chińskiej ambasador słucha się w Wellington (choć ambasada jest w Lowe Hutt) z wielką uwagą. Można podejrzewać, że Nowa Zelandia znalazła się w interesującym położeniu geopolitycznym w którym zarówno USA jak i Chiny będą zabiegały o względy tego "małego mocarza". Jak jednak Nowa Zelandia chce bronić swego międzynarodowego statusu i obrazu państwa demokratycznego i wspierającego inne państwa demokratyczne, kiedy np. pod naciskami chińskiej ambasador władze w Wellington zamilkną nt. położenie Hong Kongu, kwestii Ujgurów lub Tajwanu? Czy przyjęta przez Nową Zelandię dekady temu polityka pragmatyzmu politycznego da temu małemu państwu jakiekolwiek szanse wybrnięcia z sytuacji w której właściwie powstał pat - między tym co korzystne (wzrost obrotu z Chinami), a tym co właściwe (prawa człowieka, obrona demokracji, wsparcie dla obozu państw cywilizacji zachodniej)? Obawiam się, że lewicowe rządy Jacindy Ardern nie będą potrafiły wybrnąć z tej pułapki zastawionej na Nową Zelandę przez los. 

piątek, 30 października 2020

Kiwi combo: gandzia i eutanazja?

Wybory w Nowej Zelandii zwyciężyła z miażdżącą przewagą Partia Pracy, ale to nie jedyne elektryzujące wieści z Wellington. Przy okazji wyborów parlamentarnych odbyło się referendum (17 października) w dwóch sprawach: 1. poparcia dla legalizacji eutanazji; 2. legalizacji posiadania i spożycia marihuany. W kwestii eutanazji Nowozelandczycy opowiedzieli się za umożliwieniem odebrania życia osobom, które znajdują się w stanie agonalnym i żyją w nieludzkim cierpieniu, jeśli od śmierci dzieli je według lekarzy 6 miesięcy lub mniej. Za takim rozwiązaniem zagłosowało 65,87% Nowozelandczyków, a 41% przeciwko - głosowano nad projektem ustawy End of Life Choice Act. Natomiast sprawa gandzi, nie została przez społeczeństwo przyjęta z entuzjazmem, co więcej, progresywni Nowozelandczycy nie zgodzili się na legalizację marihuany i 53,49% z nich zagłosowało przeciwko takiej nowelizacji, a 46,51% za legalizacją narkotyku. 

Jak te wyniki odnieść do sceny politycznej i obecnej sytuacji? Po pierwsze referendum nie było wiążące. Oznacza to, że nawet temat eutanazji nie musi się znaleźć w systemie prawnym Nowej Zelandii jako dozwolone narzędzie skracania życia. Był to pierwszy na świecie przypadek poddania pod referendum zagadnienia eutanazji. Nowozelandzka premier Jacinda Ardern publicznie przyznała swoje poparcie dla eutanazji oraz wobec legalizacji marihuany. Pani premier w przeszłości paliła marihuanę - trzeba przyznać, że w tym względzie wykazała rzadko spotykaną konsekwencję wśród polityków. Innego zdania na temat marihuany jest były premier Nowej Zelandii, również z Partii Pracy, który zagłosował przeciwko jej legalizacji. W mojej ocenie, należy spodziewać się legalizacji eutanazji oraz dalszych prac nad przekonaniem społeczeństwa do przyjęcia pomysłu legalizacji marihuany. 

O "Bliskich antypodach" - recenzja Leszka Sykulskiego

Wszystkim zainteresowanym tematem Nowej Zelandii, Polonii w tym państwie i relacjach polsko-nowozelandzkich oraz szerzej Pacyfiku polecam recenzję mojej książki, którą wykonał dla portalu Historykon.pl dr Leszek Sykulski: https://historykon.pl/bliskie-antypody-relacje-polsko-nowozelandzkie-w-procesach-globalizacji-i-dywersyfikacji-swiata-recenzja/?fbclid=IwAR2dDOSjr8H1GNdtGHzfQS6rdrIxSfd4KmJG11HxxmDwkEe5v8bT5wXUt4g . 

sobota, 19 września 2020

Jak długo lewica będzie rządzić w Nowej Zelandii?

Odpowiadając lapidarnie na postawione w tytule pytanie, można stwierdzić, że lewica będzie rządziła w Wellington bardzo długo. 


Notowania Partii Pracy i jej liderki Jacindy Ardern rosną z każdym kolejnym tygodniem i partia idzie do wyborów jak taran w trwającej kampanii wyborczej. Natomiast po prawej stronie sceny politycznej mnożą się podziały i skandale. Prognozuje to tylko jeden scenariusz: dalsze trwanie Partii Pracy przy władzy. Jedyna poważna zmiana do jakiej może dojść to wykluczenie z władzy koalicjantów: zarówno Naprzód Nowa Zelandia jak i Partia Zielonych będą prawdopodobnie nie tylko poza rządem, ale i poza Izbą, bo notowania laburzystów sięgają wysoko ponad 50%. Główni oponenci - czyli Partia Narodowa mogą zaś liczyć na niewielkie poparcie rzędu 20-25%. Ubocznym efektem takiego stanu rzeczy, będzie prawdopodobnie podniesienie kolejnej debaty na temat obowiązującego systemu wyborczego, Nowozelandczycy bowiem, choć pragmatyczni do cna, to w kontekście władzy i jej pełnienia mają skłonność do dążenia do utrzymania silnej opozycji w parlamencie, nawet jeśli wiąże się to z fundamentalnymi zmianami ustrojowymi. 


Jednym z ważnych tematów kampanii wyborczej jest ponownie zagadnienie polityki imigracyjnej, o której bardzo szeroko wypowiadają się liderzy partii małych i średnich, często uważani za margines życia politycznego, ale często obecni w polityce od dekad. Bez względu na korzeń ideologiczny, widać w tych partiach ostry dyskurs antyimigracyjny - te partie otwarcie mówią: stop imigracji do czasu aż sami uporamy się ze swoimi problemami. Zapominają często, że imigranci nie mogą czekać na pracę, chleb i bezpieczeństwo. Dlatego jest to dyskurs antyimigracyjny. Partie główne nurtu zdają się mi unikać dyskusji i imigracji, być może dlatego, że laburzystów kompromituje pod tym kątem kampania z 2017 r., kiedy ograniczenie imigracji było jednym z głównych postulatów Jacindy Ardern. W ustach liderów głównych partii naczelnym zagadnieniem trwającej kampanii jest to, jak przeciwdziałać, jakimi środkami, z kryzysem który wywołał koronawirus na świecie i w Nowej Zelandii, choć kraj kiwi jest jednym z najmniej na ziemi dotkniętych obszarów, działaniem pandemii. 

czwartek, 30 lipca 2020

Bliskie antypody

Z przyjemnością informuję zainteresowanych polityką w kraju kiwi, że wyszła moja nowa książka, pt. Bliskie antypody: relacje polsko-nowozelandzkie w procesach globalizacji i dywersyfikacji świata . 

Książka została wydana nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, patronat nad książką objęło Towarzystwo Naukowe Australii, Nowej Zelandii i Oceanii. Patronat medialny objęły: Historykon.pl oraz wSensie.pl . 

O polityce w Nowej Zelandii piszę bardzo dużo w tej monografii, po to właśnie, aby Czytelnik mógł zrozumieć co kieruje elitami politycznymi tego kraju również w kontekście relacji z Polską. 

Pisząc książkę wykorzystałem kilkadziesiąt tysięcy dokumentów archiwalnych oraz analiz, innych publikacji, wywiadów, itd. Jest to, w mojej opinii, w miarę całościowe ujęcie problemu relacji polsko-nowozelandzkich od ich zarania do 2020 r. w kontekście istotnych procesów takich jak globalizacja i dywersyfikacja świata. W swojej książce wskazałem też jakie są wspólne, a jakie są rożbieżne interesy Polski i Nowej Zelandii na arenie międzynarodowej. Choć, przede wszystkim, w książce jest więcej o tym co nasze państwa i obywateli łączy. 



czwartek, 16 lipca 2020

W kraju kiwi: kobiety u władzy

W Nowej Zelandii doszło do sytuacji w której główne stanowiska w polityce krajowej pełnią kobiety. 

Gubernatorem Generalnym jest Patsy Reddy, prawniczka rekomendowana na ten urząd jeszcze przez premiera Johna Key z Partii Narodowej, ale nie będąc nigdy działaczem partyjnym. Znaną szerzej na świecie jest nowozelandzka premier i politolog Jacinda Ardern z Partii Pracy, a obecne po zawirowaniach politycznych w Partii Narodowej, która jest w opozycji, liderką partii została Judith Collins, prawniczka. Dodajmy jeszcze do tego Helen Winkelmann, która jest Naczelnym Sędzią Nowej Zelandii i właściwie to wszystkie naczelne stanowiska, które wpadły w kobiece ręce. Czy Nowa Zelandia jest kobietą? 

Myślę, że wiele osób pokładało nadzieje w Judith Collins na odbicie Nowej Zelandii z rąk lewicy. Odebranie sterów rządu w zbliżających się wrześniowych wyborach przez Judith jest możliwe, aczkolwiek mniej prawdopodobne niż kontynuacja rządów Partii Pracy. Niezwykle popularna w kraju i na świecie Jacinda Ardern jest po prostu "nowym dzieckiem" polityki i choć aktywistką laburzystowską pozostaje od chyba 17 roku życia, to nadal jej wizerunek nie wyczerpał swoich pokładów świeżości dla opinii publicznej. Niemniej, nie można wykluczyć niespodzianek. Podobnie zresztą było w 2017 r., kiedy Partia Narodowa choć wygrała wybory, to przegrała władzę, bo nie potrafiła stworzyć koalicji z mniejszymi ugrupowaniami. Być może Partia Narodowa, choć przegra z Partią Pracy wybory, to wygra władzę? Tym bardziej, że na linii obecnych koalicjantów Najpierw Nowa Zelandia Winstrona Petersa i Partią Pracy Jasindy Ardern strasznie trzeszczy. Można zakładać, że Judith Collins posiada większe zdolności negocjacyjne i ma o wiele lepszy odbiór społeczny, aniżeli jej poprzednicy będący liderami Partii Narodowej. Spośród osób z którymi rozmawiałem w Nowej Zelandii, entuzjazm stojący za pomysłem przejęcia sterów partii przez Judith Collins był naprawdę ogromny już w 2018 r., kiedy jasno się stawało, że Simon Bridges raczej nie dotrzyma kroku Jacindzie Ardern w najbliższym wyścigu wyborczym. 

Szykuje się bardzo emocjonujące starcie, bowiem Jacinda Ardern będzie musiała stanąć przeciwko cenionej i szanowanej Judith Collins, która na pewno jest mniej wygodnym przeciwnikiem aniżeli jakikolwiek mężczyzna z Partii Narodowej. 

czwartek, 7 maja 2020

Czy Nowa Zelandia uzna Tajwan za suwerenne państwo?

Ostatnie wydarzenia zapowiadają, prawdopodobnie, że Nowa Zelandia może zmierzać do uznania na arenie międzynarodowej "dwóch chińskich państw", co byłoby wydarzeniem bez precedensu i złamaniem obowiązującej przynajmniej od lat 70. zasady, że albo uznaje się Republikę Chińską (Tajwan), albo Chińską Republikę Ludową (ChRL). Wicepremier Nowej Zelandii zaproponował bowiem, aby ponownie przyjąć Tajwan do WHO. Od lat daje się zauważyć "podwójna gra" Wellington polegająca na jednoczesnym rozwoju handlu i stosunków z Chinami i Tajwanem, co budziło już wcześniej frustrację Pekinu. Nowa Zelandia za skuteczne uznała w ostatnich latach prowadzenie spraw międzynarodowych przede wszystkim z wykorzystaniem relacji bilateralnych, stawiając siebie i swój interes w centrum takich relacji, co ma sprzyjać, i sprzyja jej pozycji gospodarczej. 

Tweeterowa dyplomacja doprowadziła do ostrego zwarcia na linii ambasador chiński w Wellingtonie a wicepremier i minister spraw zagranicznych Winston Peters. Ambasador chiński zauważył, że Nowa Zelandia powinna trzymać się polityki "jednego państwa chińskiego", na co odpowiedź Petersa mogła wprawić w zdziwienie salonowych obserwatorów, bowiem ten w odpowiedzi nakazał chińskiemu ambasadorowi "słuchać swego pana". Sytuacja się zaostrza, a reakcje nowozelandzkie często okazywały się barometrem zmian na globalnej szachownicy, dlatego warto obserwować dalszy rozwój sytuacji na linii Nowa Zelandia - Chiny i Nowa Zelandia - Tajwan. Szczególnie, że, o czym media zapominają, już w trakcie trwania pandemii COVID-19, prezydent Donald Trump wsparł Tajwan dyplomatycznie i zapewnił, że państwa, które będą otwarte na stosunki oficjalne z Tajwanem otrzymają amerykańskie wsparcie. Oczywiście te działania mogą być płachtą na chińskiego smoka, która ma sprowokować Chiny do radykalnych i nieprzemyślanych posunięć. 

Warto też zauważyć, że Tajwan i Nowa Zelandia to chyba dwa najlepiej na świecie radzące sobie podmioty z epidemią COVID-19. Na Tajwanie od dawna nie ma nowych przypadków zakażeń, a liczba zakażonych przy populacji ok. 25 mln wyniosła 450 przypadków i 4 śmiertelnych, w Nowej Zelandii zaś przypadków jest ponad 1100, ale śmiertelnych zaledwie 21. Dodatkowym aspektem zacieśniania więzi jest to, że Wellington i Taipei dały zgodę kilka lat temu na podpisanie umowy o współpracy pomiędzy ludami rdzennymi obu wysp, co może być wyrazem uznania zróżnicowania etnicznego i przychylnością tych państw wobec idei globalnego społeczeństwa obywatelskiego. 

W aspekcie międzynarodowym postawy Nowej Zelandii mogą zapowiadać uznanie Tajwanu za suwerenne państwo przez kolejne państwa świata, co byłoby pierwszą i największą dyplomatyczną "karą" wymierzoną na Chinach za ich postawy w związku z negowaniem faktu epidemii i ukrywaniem jej skali przed społeczenością międzynarodową przez długi czas, co przyczyniło się do wybuchu pandemii. Dalsze konsekwencje mogą być takie, że świat uzna "dwa chińskie państwa". 

piątek, 22 listopada 2019

Peters w opałach

W Nowej Zelandii wrze. Scenę polityczną rozgrzały doniesienia medialnej po śledztwie dziennikarskim, które stawia pod znakiem zapytania wysoką pozycję Nowej Zelandii w światowych rankingach państw wolnych od korupcji. 

Jak się okazuje, po artykułach Guyona Espinera z Radio New Zealand, nowozelandzka partia Najpierw Nowa Zelandia, której szefuje obecny wicepremier Nowej Zelandii Winston Peters, pozyskiwała fundusze na swoją działalność, prawdopodobnie w sposób niezgodny z prawem. Według doniesień Espinera, działacze NZF stworzyli specjalną fundację, która udzielała NZF pożyczek, a te były przykładowo zwracane po jednym dniu od ich udzielenia. Nadto nie wykazywano tych operacji w sposób, który byłby wymagany prawem. Sytuacja jest naprawdę kryzysowa, bowiem NZF stała się swoistym języczkiem u wagi, który pozwolił Partii Pracy sięgnąć po władzę po wyborach w 2017 r., które de facto wygrała Partia Narodowa. Jeśli zarzuty okażą się prawdziwe, może się okazać, że sytuacja odbije się rykoszetem nie tylko na notowaniach NZF, ale i na postrzeganiu przez wyborców obecnej premier i całej jej formacji, czyli Partii Pracy. Od reakcji Jacindy Ardern, będzie teraz zależeć sytuacja polityczna w najbliższych tygodniach i zaważy ona zapewne na tym, czy laburzyści w ogóle utrzymają władzę po kolejnym rozdaniu wyborczym. 

Sytuacja zapewne będzie się rozwijać, być może w kierunku przedterminowych wyborów, ale obecne wydarzenia pokazują jak na tacy zawiłe problemy finansowania polityki, również w tak rozwiniętych i utrwalonych demokracjach jak nowozelandzka. Warto może wspomnieć o specyficznej cesze tamtejszego systemu wyborczego i prawa wyborczego, które dopuszcza, inaczej aniżeli w Polsce, wpłaty od osób prawnych na rzecz partii politycznych i prowadzonych kampanii wyborczych, dlatego coraz częściej pojawiają się głosy sprzeciwu, bowiem zachodzi podejrzenie, że większość donatorów liczy na takie kreowanie prawa, które w zasadzie będzie sprzyjało tylko najbogatszym mieszkańcom Nowej Zelandii. 

czwartek, 31 października 2019

Przedwyborcze postulaty ograniczeń świadczeń społecznych

Lider konserwatywnej Partii Narodowej Simone Bridges opowiedział się za koniecznością wiązania świadczeń socjalnych z realizacją obowiązku szczepienia dzieci. W 2015 r. Partia Narodowa, będąca wtedy u władzy, miała zamiar doprowadzić do wdrożenia takiej właśnie polityki, ale padł argument wskazujący na ograniczanie wolności poprzez takie właśnie rozwiązania, które dziś stają się agendą dnia. 

Partia Narodowa przed zbliżającymi się w 2020 r. wyborami parlamentarnymi stara się zyskiwać jednoznaczny i klarowany przekaz, który ma sprzyjać mobilizacji elektoratu. Jest to też wyraźna próba wypracowania polityki alternatywnej wobec rządzącej Partii Pracy, której program jest przesiąknięty ideami socjalistycznymi. 

Simon Bridges podkreśla konieczność docenienia pracujących i płacących podatki Nowozelandczyków, stąd zapowiedzi wprowadzenia licznych ograniczeń w systemie zabezpieczeń społecznych po ewentualnie wygranych przez Partię Narodową wyborach. 

Interesujące są reakcje Maorysów, bowiem Simone Bridges zapowiada ograniczenia w świadczeniach socjalnych również dla tych, którzy nie ujawniają swoich dochodów. W imieniu pokrzywdzonych wypowiedział się jeden z przedstawicieli społeczności, który uważa, że z członków gangów robi się kozły ofiarne w okresie przedwyborczym. Bridges zaś twardo wylicza: 92% członków gangów było, średnio, przez 9 lat na zasiłkach. Lider Partii Narodowej zapowiada położenie kresu eksploatacji społeczeństwa przez gangi i praktykę oszustw podatkowych. 

https://www.rnz.co.nz/news/political/402099/national-floats-hard-line-policies-on-social-welfare
https://www.newshub.co.nz/home/politics/2019/10/waikato-mongrel-mob-accuses-simon-bridges-of-using-gang-members-as-scapegoat-in-proposed-crackdown.html

czwartek, 24 października 2019

Co z eutanazją?

Jedna z najgorętszych debat ostatnich tygodni w Nowej Zelandii rozgrywa się nieco w cieniu dyskusji nad nowym prawem antyterrorystycznym. Taki przynajmniej wyłania się obraz medialny.

Posłowie rozważają prawo do eutanazji, a w Izbie Reprezentantów odbyły się już dwa głosowania w tej sprawie. Przeważa kierunek na przeprowadzenie referendum w tej sprawie, za referendum szczególnie przemawiają członkowie New Zealand First, ale jest grupa nadal kilkunastu posłów z różnych ugruowań, którzy wahają się w swoich postawach i nie mają jednoznacznego stanowiska.

Co ciekawe, linia dzieląca stronników i oponentów nowego prawa o eutanazji nie przebiega zgodnie z podziałami partyjnymi w Izbie. Zarówno wśród posłów konserwatywnej Partii Narodowej można znaleźć stronników eutanazji, jak i jej przeciwników w ławach Partii Pracy. 

Więcej: https://www.nzherald.co.nz/nz/news/article.cfm?c_id=1&objectid=12278816

wtorek, 22 października 2019

sobota, 19 października 2019

Socjalistyczne żniwa

Jak podaje David Farrar oraz inni obserwatorzy życia politycznego w Nowej Zelandii socjalistyczne rządy Partii Pracy zbierają swoje żniwa - wzrasta drastycznie liczba osób korzystających z zasiłków dla bezrobotnych. Wzrost ten w ostatnich dwóch latach sięga kilkunastu procent i nic nie wskazuje na to, żeby ktoś z partii rządzącej mógł zatrzymać ten negatywny dynamizm. 

Więcej: https://www.kiwiblog.co.nz/2019/10/dole_numbers_skyrocketing.html?fbclid=IwAR1U40sAzxdKhpDznX3GqfhbDJe3BUt1bHakslACm4_8BNoqiN1WYy17QHE

piątek, 15 marca 2019

Kryzys migracyjny na antypodach

Jak na bazie antyimigracyjnego dyskursu, w Nowej Zelandii, niektóre partie polityczne mobilizowały elektorat? Odpowiedź znajduje się w artykule. W mojej opinii, zarówno Partia Pracy, jak i Najpierw Nowa Zelandia, które tworzą rządy koalicyjne, doszły do władzy właśnie na bazie antyimigracyjnej retoryki, którą jeszcze maskowały deklaracjami o podwyższeniu liczby uchodźców, które Nowa Zelandia przyjmie w przyszłości.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Nowozelandzki prymus

Jest już online nowy ranking Human Freedom Index. Nowa Zelandia zajmuje w nim, dumne, 1. miejsce. Warto jednak brać pod wzgląd, że są to dane zagregowane za 2016 r. Polska w tym indeksie, który bierze pod wzgląd między innymi wolność ekspresji poglądów politycznych i religijnych, kwestie gospodarcze, system prawnych, wielkość i jakość rządów, itd. znalazła się na dalekim 39. miejscu. 

środa, 14 listopada 2018

Chiny zagrożeniem dla Nowej Zelandii?

Wzrastające w siłę gospodarczą i militarną Chiny stają się, według Nowozelandczyków, zagrożeniem dla bezpieczeństwa ich państwa. 

W Nowej Zelandii jest coraz więcej przedsiębiorstw z chińskim kapitałem, dochodzi też do wyzyskiwania dóbr naturalnych - takich jak wody źródlane, które są eksploatowane przez chińskie przedsiębiorstwa, a woda trafia na rynek Państwa Środka. 

Poza tym, Chiny w sferze dyskursywnej traktują Nową Zelandię, jako aktora na scenie międzynarodowej o niskim znaczeniu. Dochodzi nawet do tego, że Chiny wzywają Nową Zelandię do "korekty swoich nieodpowiednich słów" na tematy chińskie. Ostatnia afera dotycząca przekazania funduszy dla Partii Narodowej przez chińskiego przedsiębiorcę pogłębia wrażenie infiltracji przez Chiny spraw wewnętrznych w Nowej Zelandii i niosą na myśl możliwość działania celowego, dążącego do destabilizacji sceny politycznej. W nowozelandzkiej polityce pojawiają się nawet dawni nauczyciele chińskich szpiegów. 

Jednym z przejawów antychińskich nastrojów politycznych na antypodach było już nałożenie zakazu udziału chińskich firm, takich jak ZTE i Huwawei  w rozbudowie sieci 5G w Australii. Teraz prawdopodobnie, podobny zakaz czeka te przedsiębiorstwa w Nowej Zelandii. 

Wydaje się, że w perspektywie zaostrzającego się konfliktu politycznego w basenie Pacyfiku, Nowa Zelandia, która leży na obrzeżach głównych linii komunikacyjnych oraz linii interesów, będzie przez potęgi takie jak USA i Chiny coraz bardziej trywializowana i traktowana przedmiotowo na scenie międzynarodowej. Do dziś Nowozelandczycy nie znają odpowiedzi na pytanie o przyczyny nałożenia na nich ceł przez USA, szczególnie tych dotyczących handlu stalą. Okazuje to skalę nowozelandzkiego problemu, bowiem od dekad po zakończeniu II wojny światowej, bezpieczeństwo zewnętrzne Nowej Zelandii jest ściśle powiązane z USA. 

wtorek, 30 października 2018

Aborcyjne zmiany w prawie

W 1989 r. w Polsce podczas spotkań kandydatów opozycyjnych z wyborcami w trakcie kampanii wyborczej do Sejmu PRL X kadencji (wybory czerwcowe), uczestniczyli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa - mieli zawsze asa w rękawie, były nim pytania o aborcję do kandydatów. Po zadaniu tych pytań, zawsze wybuchała wielka awantura. Temat aborcji chyba wszędzie na świecie, a na pewno na kulturowo i cywilizacyjnie rozumianym Zachodzie wzbudza potężne emocje. 

Nie inaczej jest w Nowej Zelandii, to w większości ateistyczne społeczeństwo (więcej nie wierzących w nic, niż wierzących w cokolwiek) wzięło się rękami swych przedstawicieli za zmianę prawa w obszarze aborcji. W ostatnim tygodniu Komisja Legislacyjna Izby Reprezentantów zaproponowała zmiany w prawie aborcyjnym, popierane przez rządzących. Wykreowano trzy propozycje nowelizacji tego prawa, tak aby aborcja stała się kwestią zagadnień zdrowia, a nie prawa karnego. Propozycje są następujące: A. Nie będzie żadnego specyficznego prawa aborcyjnego, a zapisy karne związane z ustawą karną z 1961 r. oraz z ustawą o sterylizacji i aborcji z 1977 r. zostaną całkowicie zniesione; B. Dokonywać się będzie obowiązkowych testów przed aborcją z udziałem medyka, aby określić czy aborcja nie narusza zdrowia fizycznego, psychicznego i dobrostanu matki; C. Ten wariant skoncentrowany jest na stanie ciąży, i wiąże elementy modelu A i B. Jeśli ciąża jest poniżej 22 tygodnia, to będzie wdrażana ścieżka A, jeśli powyżej 22 tygodnia, to będzie wdrażana ścieżka B. 

Komentatorzy zaznaczają, że w debacie tej pragną zwycięstwa racjonalności nad emocjami i uprzedzeniami. W laickim społeczeństwie nowozelandzkim, bardzo możliwy w realizacji jest wariant A, który daje kobiecie swobodę wybory w dokonywaniu aborcji. Oczywiście także w Nowej Zelandii, podobnie jak w Polsce, pojawia się ważne zagadnienie tzw. klauzuli sumienia, dla tych osób, które będąc lekarzami chciałyby z powodów wyznawanych wartości odmówić wykonania aborcji. Wydaje się, że rządzący i wspierający ich elektorat opowiadają się za usunięciem klauzuli sumienia. W debacie nowozelandzkiej zagadnienie aborcji postrzega się w wielu mediach przez pryzmat prawa człowieka do swobodnego rozmnażania się, posiadania potomstwa, itd., czyli w związku z zapisami praw człowieka. Przedstawiciele organizacji Głos dla Życia (Voice for Life) protestują przeciwko zapowiadanym zmianą w prawie, w proponowanej formule. 

W Nowej Zelandii obecnie aborcja możliwa jest jednie dla płodu, który ma poniżej 20 tygodni, i istnieje poważne zagrożenie dla życia. 

Nowa Zelandia nie uznała Palestyny

Uważam, że od około 2016 roku z Nową Zelandią dzieje się coś niedobrego. Obecnie kraj ten pogrążony jest w wielu problemach natury ekonomicz...